Pogoń – Gryf 0:2. Wielkie emocje i drugie z rzędu derby dla Gryfa

Jeśli ktokolwiek wciąż zastanawia się nad skalą fenomenu futbolu na naszej planecie, miniony weekend mógł przynieść wiele odpowiedzi. Było gorąco w Anglii, huczało w derbach Mediolanu, a w meczu na szczycie na krajowym podwórku działy się rzeczy nieprawdopodobne. Nie inaczej było w Lęborku, gdzie do ostatnich minut emocje nie opuszczały obiektu przy ul. Kusocińskiego.

Gryfici wybrali się na derby w swoim najsilniejszym składzie i jak oznajmił trener zespołu, przygotowania do spotkania odbywały się szczególnej atmosferze. Pod kątem mentalnym  było to coś więcej niż ligowy mecz. Wszyscy wiem że jego rezultat będzie żył w pamięci kibiców co najmniej do rundy rewanżowej. Licznie zgromadzona publiczność również podkręcała klimat zawodów.

Pierwsza połowa to przede wszystkim ostrożna i konsekwentna gra w szykach obronnych obydwu drużyn. Gryfici starali się umiejętnie operować piłką, a lęborczanie dość przytomnie ustawiali się w każdej strefie boiska. Jednak już w 3. minucie spotkania, sędzia musiał wyciągać żółty kartonik dla Jarosława Felisiaka za ostry atak na nogi przeciwnika. Okazji w pierwszej odsłonie było jak na lekarstwo, a rywalizacja odbywała się głównie w środkowej strefie boiska. Pogoń przeprowadziła kilka akcji, a Gryf dwukrotnie stemplował poprzeczkę gospodarzy.

To czego zabrakło przed zmianą stron, w drugiej połowie otrzymaliśmy z nawiązką. Od  początku słupszczanie ruszyli do śmielszego ataku. Tempo gry rosło z każdą minutą, a całe spotkanie nabierało barw, nie tylko przez fakt  wręczania kolejnych kartek przez sędziego.

Znamiennym momentem był rzut karny podyktowany w 70. minucie dla gości ze Słupska. Do piłki podszedł doświadczony Łukasz Stasiak, uderzył po ziemi, jednak trafił w słupek. Radość i ulga na trybunach zajmowanych przez kibiców gospodarzy i jęk zawodu w sektorze kibiców Gryfa. Na domiar złego, pięć minut później drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymuje  Daniel Piechowski. Od tego momentu lęborczanie grają z przewagą jednego zawodnika. Do końca zawodów niespełna kwadrans, ale paradoksalnie to gospodarze łapią zadyszkę, niedomagając fizycznie w końcówce spotkania. W 80. minucie meczu, piłkę z prawej strony dostaję „Stachu” i pięknie rehabilituje się za niewykorzystany rzut karny, płaskim strzałem trafiając do siatki Pogoni. Eksplozja radości w licznie zgromadzonym młynie przez kibiców ze Słupska. Strzelec bramki niestety otrzymuję czerwoną kartkę za zbyt ostentacyjną celebrację. Co oznacza, że Gry gra w dziewięciu, a na zegarze jeszcze 10 minut do końca meczu.

Obydwie drużyny opadają z sił, Gryfici mądrze bronią dostępu do bramki czekając na możliwość ataku z kontry, a gospodarze zbyt wolno kreują grę, aby móc stworzyć realne zagrożenie.

Ostatnie minuty spotkania, rozpaczliwe dośrodkowanie na pole karne Gryfa i efektowne wybicie głową ‚szczupakiem’ jednego z defensorów. Do bezpańskiej piłki dopada Fabian Słowniński, nagle z lewej strony obiega go niestrudzony Tomasz Piekarski, otrzymuje zagranie w tempo i ciągnie z piłką wzdłuż linii jakby nie miał w płucach 90 minut katorżniczej walki. Mija dwóch rywali, futbolówka wraca do Słowińskiego, a ten perfekcyjnym strzałem posyła piłkę w dalszy słupek bramki pod poprzeczkę. Przepiękna parabola lotu i tym golem pieczętujemy zwycięstwo z Pogonią (0:2)

W jednym z wywiadów Jose Mourinho powiedział kiedyś że ma patent na granie w dziesiątkę bez straty gola. Trener Gryfa Słupsk S.A Grzegorz Bednarczyk w minioną sobotę dokonał czegoś więcej. Jego drużyna nie straciła bramki grając w dziewięciu, a ponadto potrafiła w tak wyraźnym osłabieniu strzelić kolejną.  Arcyważne zwycięstwo dla Słupska,  mapa punktowych wyjazdów staje się coraz bardziej okazalsza, a pozycja lidera umocniona.