LEGENDY GRYFA CZĘŚĆ 20

Andrzej Szymański (25.01.1940 – 16.08.2006)

Andrzej Szymański, to wieloletni działacz i prezes Gryfa.
Od dziecka kochał sport, interesował się nim i sam go uprawiał. Jako sportowiec był lekkoatletą, zdobywał w barwach Budowlanych Bydgoszcz medale lekkoatletycznych mistrzostw Polski juniorów w rzucie dyskiem.
Potem z Bydgoszczy przeprowadził się do Słupska.
Szybko zaczął udzielać się na lokalnym sportowym podwórku, a w szczególnie w Gryfie.
W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku został najpierw sekretarzem klubu, potem jego wiceprezesem, by w końcu zacząć piastować funkcję prezesa.
To właśnie Andrzej Szymański, wraz z kilkoma swoimi poprzednikami był współtwórcą wielkiego Gryfa tamtych czasów.
Klubu z pięcioma sekcjami, gdzie lekkoatleci występowali na Igrzyskach Olimpijskich i walczyli w lekkoatletycznej ekstraklasie, judoczki zdobywały seriami tytuły drużynowych mistrzyń Polski.
Koszykarze występowali w II lidze.
Strzelectwo sportowe miało nominacje na igrzyska olimpijskie, a zawodniczki i zawodnicy zdobywali tytuły mistrzów Polski, Europy i świata.
W końcu dla piłkarzy, którzy byli oczkiem w głowie kibiców, stworzono takie warunki, że z powodzeniem walczyli o awans na zaplecze ekstraklasy, a także przez lata byli czołowym klubem na trzecim poziomie ligowym w kraju.
Pod wodzą Andrzeja Szymańskiego, na początku lat 80-tych stworzono w klubie system stypendialny, gdzie piłkarze byli współfinansowani ze środków finansowych Federacji Gwardia oraz z etatów w słupskich zakładach pracy, na które to rozwiązanie zgadzał się wówczas nowopowstały Związek Zawodowy „Solidarność”. Taka „współpraca” na rzecz lokalnego sportu była w tamtym czasie ewenementem w skali kraju.
Andrzej Szymański swoją działalnością współtworzył organizacyjnie wszystkie te sukcesy.
Dzięki jego staraniom w Słupsku odbyły się też mecze piłkarskie pierwszych reprezentacji: Polska – Libia oraz Polska – Turcja.
Po zmianach ustrojowych działał także, jako członek zarządu w Gryfie 95 – wtedy już klubie tylko piłkarskim, jednosekcyjnym. Dzięki jego staraniom stadion 650-lecia przeszedł gruntowny remont oraz położono na nim pierwszą bieżnię tartanową. Podobnie było z obiektem przy ul. Zielonej, gdzie w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku w normalnych warunkach (na tamte czasy) mogli grać na nim piłkarze Gryfa, dopingowani zawsze przez grono swoich wiernych kibiców.
Jego staraniom przy ul. Orzeszkowej (dzisiaj Zamiejskiej) powstały, obok strzelnicy na broń kulową, tory na broń pneumatyczną, hotel Gryf i hala, w której grali w II lidze koszykarze Naszego Gryfa.
Oprócz prezesury w Gryfie, jako pasjonat „królowej sportu” był także prezesem Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki.
Napisał książkę „Sport słupski w latach 1945 – 1995”, gdzie opisał między innymi piłkę nożną w Gryfie.
Do końca życia pozostawał przy sporcie biorąc udział w zawodach lekkoatletycznych oldbojów. Praktycznie, co tydzień, zasiadał też na trybunach stadionu przy ul. Zielonej, obserwując gorsze i lepsze poczynania piłkarzy.
Pochowany jest na Starym Cmentarzu, niedaleko stadionu 650–lecia, gdzie przez wiele lat Gryf miał swoją główną klubową siedzibę.
Zmarł w 2006 roku, mając 66 lat, dzień po rekordowej wygranej 14:1 Gryfa z Dębem Kusowo, a także w dniu debiutu Leo Beenhakkera w piłkarskiej reprezentacji Polski.
Na koniec jeszcze jedna rzecz. Otóż syn Andrzeja Szymańskiego, Rafał, był przez całe lata dziennikarzem sportowym, który współpracował praktycznie ze wszystkimi lokalnymi tytułami prasowymi i bardzo rzetelnie zawsze relacjonował w nich wszystkie wydarzenia związane z naszym i jego Gryfem.
Jego, bo trzeba dodać, że oprócz zajmowania się dziennikarstwem, syn Rafał jest od dziecka także wiernym kibicem trójkolorowych.
Widać, że ta rodzina jest trójkolorowa!